Jako że są rzeczy, których kupić nie można, ale za wszystkie inne trzeba niestety placic, ostatnio zostalam pozbawiona mojej ukochanej stacji, a mianowicie TCM.
Ma rodzicielka stwierdzilka bowiem, że dodatkowe 30 zlotych za "Kiedy Harry poznal Sally" 7 razy w miesiący to zdecydowanie zbyt duzo. Absolutnie się nią zgadzam - w pewnych godzinach TCM wyswietla prawdziwe nowosci;D
Niemniej jednak zrobilo mi sie smutno, gdyz, jaki inny kanal prezentuje o 6.30"Zakazaną planetą"? Albo telepatycznie odbiera pragnienia swych widzow, takie jak chec rozpoczęcia dnia od "Sklepu na rogu"? Ponadto TCM jest jedyną znaną mi stacją, na której wlasciwie nie ma reklam. Zamiast nich kanal prezentuje mini-dokumenty, np. 5-minutową sylwetkę Cyd Charisse.
Moja fascynacja wspomniana stacja rozpoczela sie juz 10 lat temu. To wlasnie na TCM ogladalam stare filmy, ktorych nie moglam zobaczyc nigdzie indziej. Najbardziej zapadl mi w pamiec "Arszenik i stare koronki" - gdy rok temu znow go obejrzalam (rowniez na TCM!) poczulam jakbym spotkala starego, dobrego przyjaciela:) Drugim filmem, ktory wspominam z tego okresu, jest ukochane przez moja mame "Przeminelo z wiatrem". Z dziela Selznicka chyba najwieksze wrazenie do tej pory robi na mnie scena, gdy Vivien Leigh przysiega sobie, ze juz nigdy nie bedzie ciepriec glodu. Niestety nadmierna ilosc projekcji tego filmu w koncu mnie znuzyla. Moja mama regularnie oglada "Przeminelo z wiatrem" co kilka miesiecy:)
TCM jest interesujaca stacja, wlasnie ze wzgledu na fakt swej odmiennosci. Nie wyswietla teleteruniejow, programow informacyjnych, seriali czy typowych talk-shows. Byc moze wlasnie dlatego lubie ten kanal - percepcja filmow na TCM przypomina ogladanie plyty DVD. Nic nie jest w stanie przerwac projekcji, gdyz nie istnieje tu zwyczaj zaklocania seansu reklamami. Jesli glebiej sie nad tym zastanowic, wlasciwie ogladanie TCM stanowi nawet wieksza przyjemnosc niz seans z DVD. Gdy wlaczamy odtwarzacz wiemy, ze film niestety kiedys sie skonczy.Wtedy trzeba bedzie poszukac kolejnej plyty i wrocic do codziennosci. W przypadku TCM final projekcji nigdy nie jest przykry - zaraz po nim mozna obejrzec wywiad z Tarantino, a niebawem rozpoczyna sie kolejny seans.
Chcac dowiedziec sie wiecej o historii wspomnianej stacji, odkrylam rzecz interesujaca - ogladalam ja wlasciwie od poczatkow istnienia. Rzecz jasna - europejskich poczatkow, bo sam kanal narodzil sie w USA w 1994 r. W Polsce po raz pierwszy TCM nadala program 1 wrzesnia 1998 r. Jednak poczatkowo filmy mozna bylo ogladac jedynie pomiedzy godzina 21 a 3. Dzialo sie tak dlatego, ze wyswietlano stacje w pasmie zajmowanym przez Cartoon Network. 1 marca 2007 r. uruchomiono przekaz calodobowy. W taki sposób można oglądać TCM na Cyfrze+, ktorej jestem szczesliwa posiadaczka.
Pierwszym filmem jaki zaprezentowano w programie bylo wspomniane przez mnie "Przeminęlo z wiatrem". Data emisji zostala zreszta wybrana na 14 kwietnia, a wiec kolejna rocznice pierwszego pokazu filmu w Nowym Jorku. Skrot TCM pochodzi od slow Turner Classic Movies, gdzie Turner to nazwisko jej zalozyciela. Celem kanalu jest wiec prezentowanie tzw. "klasycznych filmow". Chodzi tutaj o dziela nagrodzone Oscarem lub w jakikolwiek sposób wyjątkowe. Stacja w kazdym miesiacu ma tez bloki tematyczne - np. tydzien westernu czy poniedzialki z Natalie Wood. Trzeba jednak zaznaczyć, że prezentowane filmy to jedynie produkcje amerykanskie. Zazwyczaj powstale miedzy 1930-1970, choc czasem pojawiaja sie nowsze (np."Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" (1981))
W kontekscie naszych rozwazan odnosnie tego czym wlasciwie jest telewizja, zastanawiam sie w jaki sposob nalezy analizowac taki typ stacji. TCM jest bowiem kanalem tematycznym, wiec jego ramowka ma wlasna specyfike. Czy sprawia to jednak, ze nie moze nas wciagnac jej strumien?
Dla zainteresowanych zamieszczam spoty reklamowe i oczywiscie zapraszam do grupy fanowskiej na facebooku ;)
Filmy z Ritą Hayworth:
Filmy detektywistyczne:
Film noir:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Audrey's world. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Audrey's world. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 1 czerwca 2010
sobota, 22 maja 2010
Wprawdzie Cię nie kocham, ale śpisz już stanowczo za długo:P
Oto jaka refleksja nasunęla mi sie gdy ujrzalam Tadeusza Huka w "Majce".
Dla niewtajemniczonych: Huk gra w tvn-owskim serialu brawurową rolę. A mianowicie leży w szpitalnym lozku. Czasem nawet mozemy ujrzec jego twarz:P Od dawna nie ogladalam juz "Majki" i zastanawiam sie czy po 100 odcinkach Huk w koncu sie przebudzil. Rola mezczyzny w spiaczce nie stwarza mu wielu mozliwosci w zakresie pracy mimika twarzy:P Pamietajmy jednak, ze pomysl "Majki" zostal zaczerpniety z wenezuelskiego serialu "Juana la Virgen"
. Polscy scenarzysci nie moga wiec rozbudowac roli wspomnianego aktora, nawet jesli by tego chcieli.
Przypadek Huka przypomnial mi o wielu aktorach, ktorzy dzis realizuja sie jedynie w telenowelach. Jako ze zbliza sie egzamin z filmu polskiego postanowilam napisac o nich kilka slow;D W koncu kazdy z nas oglada seriale, a wiec warto polaczyc przyjemne z pozytecznym. Mam wiec cicha nadzieje, ze nie nakrzyczycie na mnie za sporządzenie tej notki;)
Zacznijmy wiec od pani Stasi z serialu "Klan". Pamiętam ją jeszcze z czasow podstawówki, bo kojarzyla mi sie z paniami szatniarkami pracujacymi w mojej szkole. Mialy podobne granatowe halaciki i rowniez byly bardzo rozmowne. Lecz czy ktos pamieta, ze Zofia Merle grajaca Stanislawe niegdys wystapila w "Ktokolwiek wie..." Kazimierza Kutza?
Z kolei Dioniozy ze "Zlotopolskich" to oczywiscie Ziembiński z "Kobiety w kapeluszu" Stanislawa Rozewicza. A zatem grany przez Henryka Machalice aktor teatralny, bedacy wzorcem dla glownej bohaterki. To z nim wlasnie w finalowej scenie Ewa przechadza sie po plazy deklamujac fragmenty z "Krola Lira". Sztuki, w ktorej tak bardzo pragnela zagrac, lecz niestety nie miala takiej mozliwosci.
Kolejna postacia, o ktorej trzeba wspomniec jest nieznosna Maria Zięba z serialu "Na wspólnej". W jej rolę wciela się Bożena Dykiel, która nie sposob zapomniec z "Wesela" Wajdy. Jesli pamietacie, wlasnie ona w jednej ze scen filmu trzymala miedzy palcami ogórka, kawalek kielbasy i kieliszek z alkoholem. Wspomniany fragment "Wesela" byl zreszta pomyslem operatora, Witolda Sobocinskiego. Dykiel narzekala bowiem, ze w ogole nie widac jej w filmie. Dzieki "scenie z zagryzką" choc przez chwile mogla znalec sie na pierwszym planie. Zreszta aktorke pamietamy rowniez z innego filmu Wajdy, a mianowicie "Ziemi obiecanej". Kreaowala tam postac glupiutkiej zydowki, z ktora w finale ozenil sie Karol.
Wracajac jednak do "Wesela" wystapila tam rowniez Ewa Ziętek, a więc Maria Gabriel ze "Zlotopolskich". Pojawila sie ona u boku Daniela Olbrychskiego w roli Panny Mlodej. Z kolei Witold Pyrkosz kreuje obecnie postac Lucjana w serialu "M jak Milosc". A kiedys moglismy go ogladac jako prowadzacego dom starcow, w "Prognozie pogody".
Takich przykadow z pewnoscia moznaby znalezc ogromne ilosci. Jestem pewna ze podczas czytania staneli wam przed oczami przynajmniej 3 aktorzy. Jesli tak - koniecznie o tym napiszcie, zreszta wystarczy nawet 1 przyklad;) Zachecam bowiem do komentowania -tak dla wspolnych korzysci;)
Dla niewtajemniczonych: Huk gra w tvn-owskim serialu brawurową rolę. A mianowicie leży w szpitalnym lozku. Czasem nawet mozemy ujrzec jego twarz:P Od dawna nie ogladalam juz "Majki" i zastanawiam sie czy po 100 odcinkach Huk w koncu sie przebudzil. Rola mezczyzny w spiaczce nie stwarza mu wielu mozliwosci w zakresie pracy mimika twarzy:P Pamietajmy jednak, ze pomysl "Majki" zostal zaczerpniety z wenezuelskiego serialu "Juana la Virgen"
. Polscy scenarzysci nie moga wiec rozbudowac roli wspomnianego aktora, nawet jesli by tego chcieli.
Przypadek Huka przypomnial mi o wielu aktorach, ktorzy dzis realizuja sie jedynie w telenowelach. Jako ze zbliza sie egzamin z filmu polskiego postanowilam napisac o nich kilka slow;D W koncu kazdy z nas oglada seriale, a wiec warto polaczyc przyjemne z pozytecznym. Mam wiec cicha nadzieje, ze nie nakrzyczycie na mnie za sporządzenie tej notki;)
Zacznijmy wiec od pani Stasi z serialu "Klan". Pamiętam ją jeszcze z czasow podstawówki, bo kojarzyla mi sie z paniami szatniarkami pracujacymi w mojej szkole. Mialy podobne granatowe halaciki i rowniez byly bardzo rozmowne. Lecz czy ktos pamieta, ze Zofia Merle grajaca Stanislawe niegdys wystapila w "Ktokolwiek wie..." Kazimierza Kutza?
Z kolei Dioniozy ze "Zlotopolskich" to oczywiscie Ziembiński z "Kobiety w kapeluszu" Stanislawa Rozewicza. A zatem grany przez Henryka Machalice aktor teatralny, bedacy wzorcem dla glownej bohaterki. To z nim wlasnie w finalowej scenie Ewa przechadza sie po plazy deklamujac fragmenty z "Krola Lira". Sztuki, w ktorej tak bardzo pragnela zagrac, lecz niestety nie miala takiej mozliwosci.
Kolejna postacia, o ktorej trzeba wspomniec jest nieznosna Maria Zięba z serialu "Na wspólnej". W jej rolę wciela się Bożena Dykiel, która nie sposob zapomniec z "Wesela" Wajdy. Jesli pamietacie, wlasnie ona w jednej ze scen filmu trzymala miedzy palcami ogórka, kawalek kielbasy i kieliszek z alkoholem. Wspomniany fragment "Wesela" byl zreszta pomyslem operatora, Witolda Sobocinskiego. Dykiel narzekala bowiem, ze w ogole nie widac jej w filmie. Dzieki "scenie z zagryzką" choc przez chwile mogla znalec sie na pierwszym planie. Zreszta aktorke pamietamy rowniez z innego filmu Wajdy, a mianowicie "Ziemi obiecanej". Kreaowala tam postac glupiutkiej zydowki, z ktora w finale ozenil sie Karol.
Wracajac jednak do "Wesela" wystapila tam rowniez Ewa Ziętek, a więc Maria Gabriel ze "Zlotopolskich". Pojawila sie ona u boku Daniela Olbrychskiego w roli Panny Mlodej. Z kolei Witold Pyrkosz kreuje obecnie postac Lucjana w serialu "M jak Milosc". A kiedys moglismy go ogladac jako prowadzacego dom starcow, w "Prognozie pogody".
Takich przykadow z pewnoscia moznaby znalezc ogromne ilosci. Jestem pewna ze podczas czytania staneli wam przed oczami przynajmniej 3 aktorzy. Jesli tak - koniecznie o tym napiszcie, zreszta wystarczy nawet 1 przyklad;) Zachecam bowiem do komentowania -tak dla wspolnych korzysci;)
piątek, 21 maja 2010
Mam dla was wspaniałą wiadomość!:D
Karol Strasburger nadal będzie goscil w naszych domach w kazda sobotę i niedzielę o godzinie 14.00;)) Jak uspokoil mnie bowiem ostatni numer Tele Tygodnia, informacje o zdjeciu "Familiady" z anteny to tylko plotki;)Przyznam, że odetchnelam z ulga, bo czy swiadomosc iz lata mijają a rozszarpanych rzepek przybywa, nie wydaje się wam kojąca ?:D Wprawdzie od dawna nie oglądalam tego uroczego teleturnieju, ale dobrze jest wiedzieć, że istnieje na swiecie cos, co pozostaje niezmienne;) Oczywiscie w kazdym odcinku pojawia sie nowa rodzina, studio nieco "odswiezylo" swoj wyglad, a kilka lat temu Familiada wprowadzila konkurs smsowy, jednak w gruncie rzeczy jest to wciaz ten sam teleturniej. Jego struktura i charakter od 16 lat pozostaja niezmienne. Wyroznia go charakterystyczny dowcip opowiadany przez prowadzacego
czolowka, ktorej motyw przez lata nie ulegl wielkim zmianom
ale przede wszystkim same reguly "Familiady" sa trwale. Jak zbadalam to na uzytek naszego bloga- nie ulegly one metamorfozom. Wciaz uczestnicy programu podzieleni sa na dwie 5-osobowe druzyny, ktore odpowidajac na rozmaite pytania. Boga byc one pochodzic z romaitych dziedzin, co wazne jednak punktacja jaka otrzymuja gracze zalezy od tego w jaki sposob odpowiadali ankietowani. Swoja droga zawsze interesowal mnie dobor wspomnianych "ankietowanych" - podejrzewam ze sa tylko familiadowym wymyslem. W koncu ich odpowiedz bywaja dosc zaskakujace, choc prowadzacy nie wydaje sie tym faktem zszokowany
Sięgnijmy jednak do korzeni. Czy wiecie, ze "Familiada" (jak wiekszosc polskich teleturniejow) nie jest naszym krajowym wynalazkiem? Jej pierwowzor to "Family Feud"-Amerykanski program, ktory po raz pierwszy zostal wyemitowany w 1976 r. przez stację ABC Television Network.
(Zwracam tu uwage na cudownego prowdzacego, Richarda Dawsona - z pewnoscia Karol Strasburger silnie się nim inspirowal;)))
Od tej pory na calym swiecie powstalo kilkanascie odpowiedników "Family Feud", w tym polski, ktory po raz pierwszy pojawil sie na ekranie 17 wrzesnia 1994 r.
(Z pewnoscia warto tu zwrocic uwage na nadzwyczajny entuzjazm wszystkich uczestnikow - w koncu moga wygrac zawrotna kwote 100 milionow zlotych;D )
Pytania na ktore odpowiadali uczestnicy bywaly rozne. Czasem trudne... :
czasem bardzo trudne...
czasem mogly natomiast doprowadzic nas do zaskakujacych wnioskow;D :
Trzeba jednak przyznać, ze prowadzacy zachowywal zimna krew w najtrudniejszych sytuacjach. Potrafil nawet pocieszyc gracza, ktoremu nie szlo najlepiej;) :
Co ciekawe "Familiada" jest jednym z nielicznych teleturniejow gdzie prowadzacy nie czyta swoich wypowiedzi z promptera. Karol Strasburger nie ma rowniez sprzetu za pomoca ktorego mogby kontaktowac sie z reszta ekipy. On sam uwaza zreszta, ze to wlasnie autentyzm decyduje o ogromnej popularnosci "Familiady".
Trzeba bowiem zaznaczyc, ze kazdy odcinek przyciaga przed telewizory kilka milionow widzow, zas szczegolna popularnoscia ciesza sie odcinki specjalne (np. milosnicy kotow kontra milosnicy psow, czy ekpia "Klanu" kontra ekipa "Zlotopolskich").
Jedno jest jednak pewne - widzowie nie chca by "Familiada" zniknela z TVP2. Przynajmniej tak twierdzi Karol Strasburger: "Mysle, ze niektorzy zazdroszcza nam takich wysokich wynikow" (oglądalnosci) - powiedzial w wywiadzie. Faktem jest jednak, ze wspomniana plotka przypomniala niektorym widzom o samym istnieniu "Familiady". Przynajmniej ja sie do nich zaliczam - a wiec moze byl to sprytny chwyt marketinkowy?;)
czolowka, ktorej motyw przez lata nie ulegl wielkim zmianom
ale przede wszystkim same reguly "Familiady" sa trwale. Jak zbadalam to na uzytek naszego bloga- nie ulegly one metamorfozom. Wciaz uczestnicy programu podzieleni sa na dwie 5-osobowe druzyny, ktore odpowidajac na rozmaite pytania. Boga byc one pochodzic z romaitych dziedzin, co wazne jednak punktacja jaka otrzymuja gracze zalezy od tego w jaki sposob odpowiadali ankietowani. Swoja droga zawsze interesowal mnie dobor wspomnianych "ankietowanych" - podejrzewam ze sa tylko familiadowym wymyslem. W koncu ich odpowiedz bywaja dosc zaskakujace, choc prowadzacy nie wydaje sie tym faktem zszokowany
Sięgnijmy jednak do korzeni. Czy wiecie, ze "Familiada" (jak wiekszosc polskich teleturniejow) nie jest naszym krajowym wynalazkiem? Jej pierwowzor to "Family Feud"-Amerykanski program, ktory po raz pierwszy zostal wyemitowany w 1976 r. przez stację ABC Television Network.
(Zwracam tu uwage na cudownego prowdzacego, Richarda Dawsona - z pewnoscia Karol Strasburger silnie się nim inspirowal;)))
Od tej pory na calym swiecie powstalo kilkanascie odpowiedników "Family Feud", w tym polski, ktory po raz pierwszy pojawil sie na ekranie 17 wrzesnia 1994 r.
(Z pewnoscia warto tu zwrocic uwage na nadzwyczajny entuzjazm wszystkich uczestnikow - w koncu moga wygrac zawrotna kwote 100 milionow zlotych;D )
Pytania na ktore odpowiadali uczestnicy bywaly rozne. Czasem trudne... :
czasem bardzo trudne...
czasem mogly natomiast doprowadzic nas do zaskakujacych wnioskow;D :
Trzeba jednak przyznać, ze prowadzacy zachowywal zimna krew w najtrudniejszych sytuacjach. Potrafil nawet pocieszyc gracza, ktoremu nie szlo najlepiej;) :
Co ciekawe "Familiada" jest jednym z nielicznych teleturniejow gdzie prowadzacy nie czyta swoich wypowiedzi z promptera. Karol Strasburger nie ma rowniez sprzetu za pomoca ktorego mogby kontaktowac sie z reszta ekipy. On sam uwaza zreszta, ze to wlasnie autentyzm decyduje o ogromnej popularnosci "Familiady".
Trzeba bowiem zaznaczyc, ze kazdy odcinek przyciaga przed telewizory kilka milionow widzow, zas szczegolna popularnoscia ciesza sie odcinki specjalne (np. milosnicy kotow kontra milosnicy psow, czy ekpia "Klanu" kontra ekipa "Zlotopolskich").
Jedno jest jednak pewne - widzowie nie chca by "Familiada" zniknela z TVP2. Przynajmniej tak twierdzi Karol Strasburger: "Mysle, ze niektorzy zazdroszcza nam takich wysokich wynikow" (oglądalnosci) - powiedzial w wywiadzie. Faktem jest jednak, ze wspomniana plotka przypomniala niektorym widzom o samym istnieniu "Familiady". Przynajmniej ja sie do nich zaliczam - a wiec moze byl to sprytny chwyt marketinkowy?;)
Etykiety:
Audrey's world,
historia tv,
ploteczki,
teleturnieje,
TVP2
sobota, 8 maja 2010
Kochamy seriale (niekoniecznie polskie;))
Z tej okazji krótki przegląd tego, czego nie widać na ekranie;)
"The O.C" (Mój ukochany serial z czasów licealnych;D)
"The Gilmore girls" (Z dedykacją dla Dżagi;))
"Dr. House" (Dla fanów;) A może raczej fanek:P)
"Friends" (W końcu to klasyka:D)
"Na wspólnej" (Jako polski akcent:P)
Milego oglądania!:)
"The O.C" (Mój ukochany serial z czasów licealnych;D)
"The Gilmore girls" (Z dedykacją dla Dżagi;))
"Dr. House" (Dla fanów;) A może raczej fanek:P)
"Friends" (W końcu to klasyka:D)
"Na wspólnej" (Jako polski akcent:P)
Milego oglądania!:)
czwartek, 29 kwietnia 2010
Futro w kolorze sienny palonej, "E.T" i potrawka z kota czyli kilka słów o moim ukochanym sitcomie:)
Wydawaloby sie ze "Alfa" nikomu przedstawiać nie trzeba, a tu tymczasem przed zeszlotygodniowymi zajeciami na temat serialu spotkala mnie niespodzianka: Okazalo sie ze nie kazdy w dziecinstwie spisywal przepisy na danie z kota w 10 minut, a co więcej - nie wie nawet jak wygląda ich amator.
W związku tym postanowilam przyblizyc wam postac Alfera, którego dzisiaj darzę chyba jeszcze większą miloscią niż kiedys:) Podejrzewam, że wynika to z faktu iż obecnie rozumiem więcej jego aluzji, które szalenie mnie one bawią (a rzadko zdarza mi się glosno smiac podczas ogladania telewizji;) Sięgnijmy więc do korzeni i przyjrzyjmy się genezie tego uroczego sitcomu, na przykladzie ktorego mozna dostrzec cechy wspomnianego gatunku telewizyjnego. W koncu nie ma to jak polączenie przyjemnego z pożytecznym;)
Otóż postać Alfa stworzyl Paul Fusco (), który podkladal równiez glos tytulowego bohatera. Na pomysl serialu opowiadajacego o przygodach przybysza z kosmosu podobno wpadl po obejrzeniu filmu "E.T." (1982) Stevena Spielberga. Inspiracje wspomnianą produkcją nietrudno zresztą dostrzec w serialu - choćby tytulowy skrót "A.L.F" pochodzi od slow Alien Form Life podbonie jak "E.T." od The Extra-Terrestrial. Niestety początkowo Fusco mial problemy ze znalezieniem kogos, kto chcialby wyprodukowac "Alfa". Liczyl, ze projekt sfinansuje Disney Studio, jednak odrzucilo ono jego ofertę. Co więcej Jim Henson () twórca Muppetów ( nie chcial podjąć się stworzenia maskotki tytulowego bohatera. Na szczęscie stacja NBC zainteresowala się serialem i w konsekwencji od 1986r. rozpoczęla jego emisję. Tak powstaly 4 sezony ("Alf" byl obecny na antenie do 1990r.) obejmującego 104 odcinki i kilka filmów krótkometrażowych. W 1 i 2 sezonie w postać sympatycznego kosmity wcielil się mierzący 90 cm aktor węgierskiego pochodzenia Michaly "Michu" Meszaros (, potem stosowano inne metody. Co ciekawe muzykę skomponowal Alf Clausen - twórca piosenki do serialu "Simpsonowie" (zapewne zbieżnosc imion nie jest przypadkowa;))
Akcja serialu toczy się w domu rodziny Tannerów - Willy'ego i Kate, ich dzieci - Briana i Lynn, oraz kota Szczęsciarza (którego Alf nieustannie usiłuje zjesc). Najwiecej scen rozgrywa sie natomiast w salonie gdzie stoi telewizor(Alf uwielbia spędzac tam czas) oraz w garażu (gdzie rozbił sie jego statek kosmiczny). Widać tu pierwszą bardzo charakterystyczną dla sitcomu cechę - ograniczoną przestrzeń. Wydarzenia dotyczą niewielkiej grupy bohaterów i ich aktualnych problemów, dlatego rozgrywają się w obrębie domu(np. "Swiat wedlug Bundych) czy miejsca pracy (np. "Skrzydla"). Historia jest zwykle prosta (sitcom trwa nie więcej niż 25minut) i dotyczy bieżących relacji między postaciami. Każdy odcinek stanowi odrębną calosc, skupiając się na pewnym problemie (np. w drugim odcinku "Alfa" do rodziny Tannerów przychodzi sąsiadka pani Ochmonek, by pilnować Briana, a kosmita podczas jej obecnosci musi ukrywac sie w sypialni Tannerów - co przychodzi mu z trudnoscia;)) Oczywicie zdarza sie, ze historia zostaje podzielona na dwa odcinki (wtedy pod koniec pierwszego pojawia się napis "Ciąg dalszy nastąpi..."), ale naczelną zasadą sitcomu jest fakt, że jego emisja może byc przerwana w każdym momencie - stąd też epizody są ze sobą luźno polaczone (glownie za sprawa miejsca i glownych postaci).
Wiedza na temat bohaterów jest budowana w oparciu o kilka podstawowych cech, ktore poznajemy na początku emisji serialu. Sprawia to, ze oglądanie "Alfa" można rozpocząc od dowolnego epizodu, gdyż nie zaburza to w żaden sposób percepcji calosci. Postaci raczej się nie rozwijają - to widzowie poznają je coraz lepiej. Przykladem moze byc Kate, ktora wydaje sie nie lubic Alfa, ale z czasem jej chlodne zachowanie okazuje sie jedynie pozą - w gebi serca kocha go rownie mocno jak reszta rodziny (no, moze poza Szczęciarzem;))
Zdecydowanie jednak za cechę, która najsilniej kojarzona jest z sitcomem można uznać smiech pojawiajacy sie po kazdym z gagow. Jest on rejestrowany podczas nagrywania odcinków, gdy pulbicznosc znajduje sie w studio (np. "Swiat wedlug Bundych"), po wyswietleniu gotowych materialow grupie widzow (np. "Pomoc domowa"), ale najczesciej bywa preparowany (poprzez manipulację gotowym materialem dzwiękowym - np. wyciszanie zbyt glosnego smiechu). Niestety nie znalazlam informacji jak sprawa wyglądala w przypadku "Alfa", ale jesli tylko sie dowiem - niezwlocznie was o tym poinformuje:)
Tymczasem zachecam do ogladania opisanego serialu - nie wiem czy wiecie, ze wujek Alfa byl znanym aktorem. Ma na koncie role w "Kocie na gorącym naczyniu mikrofalowym" oraz "W przeminęlo z rybą" - jako filmoznawcy jestescie zobowiazani sledzic losy jego krewniaka;)
PS: Chętnie dodalabym więcej linkow, ale niestety większosc alfowych filmikow na youtubie blokuje tę opcję:(
W związku tym postanowilam przyblizyc wam postac Alfera, którego dzisiaj darzę chyba jeszcze większą miloscią niż kiedys:) Podejrzewam, że wynika to z faktu iż obecnie rozumiem więcej jego aluzji, które szalenie mnie one bawią (a rzadko zdarza mi się glosno smiac podczas ogladania telewizji;) Sięgnijmy więc do korzeni i przyjrzyjmy się genezie tego uroczego sitcomu, na przykladzie ktorego mozna dostrzec cechy wspomnianego gatunku telewizyjnego. W koncu nie ma to jak polączenie przyjemnego z pożytecznym;)
Otóż postać Alfa stworzyl Paul Fusco (), który podkladal równiez glos tytulowego bohatera. Na pomysl serialu opowiadajacego o przygodach przybysza z kosmosu podobno wpadl po obejrzeniu filmu "E.T." (1982) Stevena Spielberga. Inspiracje wspomnianą produkcją nietrudno zresztą dostrzec w serialu - choćby tytulowy skrót "A.L.F" pochodzi od slow Alien Form Life podbonie jak "E.T." od The Extra-Terrestrial. Niestety początkowo Fusco mial problemy ze znalezieniem kogos, kto chcialby wyprodukowac "Alfa". Liczyl, ze projekt sfinansuje Disney Studio, jednak odrzucilo ono jego ofertę. Co więcej Jim Henson () twórca Muppetów ( nie chcial podjąć się stworzenia maskotki tytulowego bohatera. Na szczęscie stacja NBC zainteresowala się serialem i w konsekwencji od 1986r. rozpoczęla jego emisję. Tak powstaly 4 sezony ("Alf" byl obecny na antenie do 1990r.) obejmującego 104 odcinki i kilka filmów krótkometrażowych. W 1 i 2 sezonie w postać sympatycznego kosmity wcielil się mierzący 90 cm aktor węgierskiego pochodzenia Michaly "Michu" Meszaros (, potem stosowano inne metody. Co ciekawe muzykę skomponowal Alf Clausen - twórca piosenki do serialu "Simpsonowie" (zapewne zbieżnosc imion nie jest przypadkowa;))
Akcja serialu toczy się w domu rodziny Tannerów - Willy'ego i Kate, ich dzieci - Briana i Lynn, oraz kota Szczęsciarza (którego Alf nieustannie usiłuje zjesc). Najwiecej scen rozgrywa sie natomiast w salonie gdzie stoi telewizor(Alf uwielbia spędzac tam czas) oraz w garażu (gdzie rozbił sie jego statek kosmiczny). Widać tu pierwszą bardzo charakterystyczną dla sitcomu cechę - ograniczoną przestrzeń. Wydarzenia dotyczą niewielkiej grupy bohaterów i ich aktualnych problemów, dlatego rozgrywają się w obrębie domu(np. "Swiat wedlug Bundych) czy miejsca pracy (np. "Skrzydla"). Historia jest zwykle prosta (sitcom trwa nie więcej niż 25minut) i dotyczy bieżących relacji między postaciami. Każdy odcinek stanowi odrębną calosc, skupiając się na pewnym problemie (np. w drugim odcinku "Alfa" do rodziny Tannerów przychodzi sąsiadka pani Ochmonek, by pilnować Briana, a kosmita podczas jej obecnosci musi ukrywac sie w sypialni Tannerów - co przychodzi mu z trudnoscia;)) Oczywicie zdarza sie, ze historia zostaje podzielona na dwa odcinki (wtedy pod koniec pierwszego pojawia się napis "Ciąg dalszy nastąpi..."), ale naczelną zasadą sitcomu jest fakt, że jego emisja może byc przerwana w każdym momencie - stąd też epizody są ze sobą luźno polaczone (glownie za sprawa miejsca i glownych postaci).
Wiedza na temat bohaterów jest budowana w oparciu o kilka podstawowych cech, ktore poznajemy na początku emisji serialu. Sprawia to, ze oglądanie "Alfa" można rozpocząc od dowolnego epizodu, gdyż nie zaburza to w żaden sposób percepcji calosci. Postaci raczej się nie rozwijają - to widzowie poznają je coraz lepiej. Przykladem moze byc Kate, ktora wydaje sie nie lubic Alfa, ale z czasem jej chlodne zachowanie okazuje sie jedynie pozą - w gebi serca kocha go rownie mocno jak reszta rodziny (no, moze poza Szczęciarzem;))
Zdecydowanie jednak za cechę, która najsilniej kojarzona jest z sitcomem można uznać smiech pojawiajacy sie po kazdym z gagow. Jest on rejestrowany podczas nagrywania odcinków, gdy pulbicznosc znajduje sie w studio (np. "Swiat wedlug Bundych"), po wyswietleniu gotowych materialow grupie widzow (np. "Pomoc domowa"), ale najczesciej bywa preparowany (poprzez manipulację gotowym materialem dzwiękowym - np. wyciszanie zbyt glosnego smiechu). Niestety nie znalazlam informacji jak sprawa wyglądala w przypadku "Alfa", ale jesli tylko sie dowiem - niezwlocznie was o tym poinformuje:)
Tymczasem zachecam do ogladania opisanego serialu - nie wiem czy wiecie, ze wujek Alfa byl znanym aktorem. Ma na koncie role w "Kocie na gorącym naczyniu mikrofalowym" oraz "W przeminęlo z rybą" - jako filmoznawcy jestescie zobowiazani sledzic losy jego krewniaka;)
PS: Chętnie dodalabym więcej linkow, ale niestety większosc alfowych filmikow na youtubie blokuje tę opcję:(
sobota, 24 kwietnia 2010
And the winner is...
TVN (Dla niewtajemniczonych - skrót od Telewizja Nowa:D ) Mowa oczywiście o wynikach przeprowadzonej w ostatnich tygodniach ankiety, w której udział wzięła ok. 1/3 naszej blogowej społeczności. Być może ogólna miłość do telewizji utrudniła wybór tej jednej, jedynej stacji, bo z pewnością nie obawa przed opublikowaniem wyników - pamiętajcie, że ankieta jest anonimowa:P Niemniej jednak, w przyszłości liczymy na wzrost frekwencji ( z góry uprzedzam, że nagród nie będzie;P ), a tymczasem przyjrzyjmy się rezultatom- chociaż jeśli chodzi o mnie, nie są zaskakujące.
Jak wynika z odpowiedzi ankietowanych - nie lubimy telewizji publicznej. Nikt z respondowanych nie przyznał się do sympatii odnośnie TVP1 lub TVP2. Na liście możliwych odpowiedzi nie znalazło się jednak TVPInfo, być może więc powyzsze stwierdzenie wydaje się pewnym naduzyciem. Nalezy bowiem zaznaczyc ze az 33% pytanych jako ulubioną stację wskazało "Inną" (niż TVP1, TVP2, Polsat, TV4, TVN). Podejrzewam jednak, ze w znacznej większości pod odpowiedzią "Inna" znalazła się stacja tematyczna (sportowa, filmowa, muzyczna czy przyrodnicza). Celowo jednak tego rodzaju nie zostały wyróżnione - chodziło o zbadanie preferencji telewizyjnych jak największej liczby osób. Również tych które mają dostęp tylko do kanałów "bezpłatnych" ( w cudzysłowie, bo w końcu wszyscy płacimy abonament radiowo - telewizyjny:P ), takich, które można oglądać nie posiadając telewizji kablowej lub cyfrowej.
Bezsprzecznie ulubioną stacją ankietowanych okazał się TVN. Zapewne z powodu dużej liczby programów rozrywkowych. Prawdopodobnie z ramówki wspomnianego kanału respondowani rzadko wybierają filmy (20 - minutowe reklamy to przeciez porazajacy sprawdzian wytrzymałości). Dziwi mnie niewielka sympatia dla stacji TV4 (osobiście mojej ulubionej wśród kanałów bezpłatnych). Zebrała ona jedynie 22% głosów, a więc o połowę mniej niż TVN. Moim zdaniem nie docenia się faktu, ze TV4 prawdopodobnie jest jedną z najmniej "ideologicznych" stacji, wśród przeze mnie wymienionych. Kanał ten wielokrotnie podejmował sie bowiem emisji programow odrzucanych przez inne stacje (np. "Jazdy figurowej", "Włatców móch") - z mojego punktu widzenia wspiera więc autorskie projekty. Niewykluczone jednak, że osobista sympatia jaką odczuwam do TV4 bierze się z małej ilości reklam, sentymentalnych podróży do czasów dzieciństwa (np. powtórki serialu "Na południe"), programów "Mała Czarna", "Galileo" czy "Spadkobiercy", oraz oczywiście programu edukacyjnego "Mat.ma", którym miałam już okazję wspominać:)
W związku z tym zastanawiam się jakie są WASZE ulubione programy i dlaczego? :) (tym razem nie mam na myśli konkretnych kanałów, ale właśnie talk -shows, seriale, programy publicystyczne itp.) Czekam na wypowiedzi!:)
Jak wynika z odpowiedzi ankietowanych - nie lubimy telewizji publicznej. Nikt z respondowanych nie przyznał się do sympatii odnośnie TVP1 lub TVP2. Na liście możliwych odpowiedzi nie znalazło się jednak TVPInfo, być może więc powyzsze stwierdzenie wydaje się pewnym naduzyciem. Nalezy bowiem zaznaczyc ze az 33% pytanych jako ulubioną stację wskazało "Inną" (niż TVP1, TVP2, Polsat, TV4, TVN). Podejrzewam jednak, ze w znacznej większości pod odpowiedzią "Inna" znalazła się stacja tematyczna (sportowa, filmowa, muzyczna czy przyrodnicza). Celowo jednak tego rodzaju nie zostały wyróżnione - chodziło o zbadanie preferencji telewizyjnych jak największej liczby osób. Również tych które mają dostęp tylko do kanałów "bezpłatnych" ( w cudzysłowie, bo w końcu wszyscy płacimy abonament radiowo - telewizyjny:P ), takich, które można oglądać nie posiadając telewizji kablowej lub cyfrowej.
Bezsprzecznie ulubioną stacją ankietowanych okazał się TVN. Zapewne z powodu dużej liczby programów rozrywkowych. Prawdopodobnie z ramówki wspomnianego kanału respondowani rzadko wybierają filmy (20 - minutowe reklamy to przeciez porazajacy sprawdzian wytrzymałości). Dziwi mnie niewielka sympatia dla stacji TV4 (osobiście mojej ulubionej wśród kanałów bezpłatnych). Zebrała ona jedynie 22% głosów, a więc o połowę mniej niż TVN. Moim zdaniem nie docenia się faktu, ze TV4 prawdopodobnie jest jedną z najmniej "ideologicznych" stacji, wśród przeze mnie wymienionych. Kanał ten wielokrotnie podejmował sie bowiem emisji programow odrzucanych przez inne stacje (np. "Jazdy figurowej", "Włatców móch") - z mojego punktu widzenia wspiera więc autorskie projekty. Niewykluczone jednak, że osobista sympatia jaką odczuwam do TV4 bierze się z małej ilości reklam, sentymentalnych podróży do czasów dzieciństwa (np. powtórki serialu "Na południe"), programów "Mała Czarna", "Galileo" czy "Spadkobiercy", oraz oczywiście programu edukacyjnego "Mat.ma", którym miałam już okazję wspominać:)
W związku z tym zastanawiam się jakie są WASZE ulubione programy i dlaczego? :) (tym razem nie mam na myśli konkretnych kanałów, ale właśnie talk -shows, seriale, programy publicystyczne itp.) Czekam na wypowiedzi!:)
sobota, 10 kwietnia 2010
Katastrofa samolotu prezydenckiego
Nie wiem czy wszyscy już o tym wiedzą, pewnie tak bo mówią o tym w radiu i telewizji. Prezydent Kaczyński z żoną, wielu przedstawicieli parlamentu i prawdopodobnie czlonkowie rodzin katyńskich zginęli w katastrofie, jaka miala miejsce dzis o 9.00, nieopodal Smoleńska. Nie wiem dlaczego tutaj o tym piszę, moze dlatego ze jestem podenerwowana, zszokowana, chyba nadal nie mogę w to uwierzyć. Kiedy przy sniadaniu sluchalysmy z mama radia i podali te informacje, bylysmy pewne ze to jakas pomylka. Dziennikarz powiedzial doslownie dwa zdania, a nastepnie jak gdyby nigdy nic puszczono muzyke. Jego sformulowania "samolot prezydencki", "para prezydencka" wydawaly sie niejasne. Spojrzalysmy na siebie z mama: "Para prezydencka", która para, kto lecial tym samolotem, moze prezydent go komus pozyczyl? Przeciez nie powiedzieliby tylko 2 zdan w radiu i nie wlaczyli normalnej muzyki? Chyba przerwaliby program? Po prostu nie uwierzylysmy temu co uslyszalysmy. Stwierdzilysmy ze pewnie zle sfrormulowali informacje. Chwile sie nad tym zastanawialysmy po czym pierwsze co powiedzialam : "Mamo trzeba wlaczyc tvn24". Bylam pewna ze jesli naprawde cos sie stalo bedzie o tym mowa. Mama wlaczyla telewizor na tvp info (wlaczenie kablowki zajmuje wiecej czasu, a tam mamy tvn24). I faktycznie okazalo sie ze to prawda. Bylysmy zszokowane. Szczerze mowiac nadal nie moge w to uwierzyc. Mialam pisac dzis licencjat, ale na razie nie jestem w stanie tego robic. W takiej sytuacji nieważne staje sie to jakie mamy poglady w kwestii polityki, co myslelismy o tych ludziach. Oni nie zyja, to jest tragedia dla calego kraju. Naprawde nie wiem co mam powiedziec w tej sytuacji, bo wszystko brzmi jakos bezsensownie. Wszyscy oni zostawili rodziny, to byli zwyczajni ludzie. Ale to takze ogromna czesc rzadu, prezydent, glowa panstwa. Tusk podobno plakal kiedy sie dowiedzial. Mnie tez chcialo sie plakac. To niewazne na kogo glosowalam, mysle ze kazdy czuje teraz cos podobnego, ogromny smutek i szok. O 17.30 ma być Msza na Wawelu za tych, którzy zginęli. Wciąz nie wiadomo ilu bylo ich dokladnie, mowi sie o 89 osobach ale tez o 130, 132. Cos strasznego. Przelaczylysmy potem z mama na tvn24, tam zaproszono m.in. Leszka Millera, Aleksandra Kwasniewskiego. Byla krotka rozmowa telefoniczna z Lechem Walesa. Mysle ze to szok dla wszystkich. Premier zwolal specjalne posiedzenie w Warszawie. Marszalek sejmu zgodnie z konstytucja przejal teraz obowiazki prezydenta. Wlasnie wlaczylam tvn 24 i mowia ze przyczyna tragedii prawdopodobnie byl blad zalogi, samolot rozbil sie przy czwartym ladowaniu. Chociaz zgodnie z tym co slyszalam wczesniej byla ogromna mgla, a lotnisko w niezbyt dobrym stanie. Moze to dziwne, ale czuje sie podobnie jak wtedy gdy dowiedzialam sie o zamachu na World Trade Center. W radiu i telewizji wciaz podawano coraz nowsze wiadomosci, moja przejete przyjaciolka pierwsza mi powiedziala o tym co sie stalo, kiedy zadzwonila. Teraz to ja do niej zadzwonilam, a dowiedziala sie ode mnie. Od tamtej tragedii minelo 9 lat, pochlonela duzo wiecej ofiar, ale szok jest podobny. Ciagle zastanawiam sie czy jakis prezydent zginal w taki sposob? W wypadku? Bylo tyle zamachow... Ale katastrofa lotnicza. Naprawde brak mi slow. W jednej chwili zginelo tylu ludzi. Moja mama caly czas powtarza: "Jeszcze wczoraj wypowiadal sie w telewizji..." kiedy wspominaja jakies nazwisko. Zadzwonila tez babcia. Moja mama przypomniala sobie ze byla w Krakowie kiedy dowiedzialy sie o tragedii w Czarnobylu. W takich chwilach dobrze jest chocby uslyszec kogos bliskiego. Nie wiem co moge wiecej napisac, wiem ze moja notka jest chaotyczna i moze wydawac sie dziwne ze w ogole ja zamieszczam, ale po prostu poczulam taka potrzebe. Mysle ze mnie zrozumiecie. Zostala ogloszona zaloba narodowa. Nie chodzę do Kosciola, ale tez chcialabym byc teraz z ludzmi. To piekne, ze w najtrudniejszych chwilach wszyscy sie ze soba solidaryzuja. Jest w tym cos niezwyklego.
sobota, 3 kwietnia 2010
Szparag w roli głównej czyli czego to Niemcy nie wymyślą
W sumie to nie jadłam nigdy szparagów. Nawet za bardzo nie wiem jak wyglądają. Ale mój ukochany program "Galileo" (http://www.teleman.pl/prog-6892962-galileo.html) jak zwykle przyszedł mi z pomocą;D
W dzisiejszym odcinku dowiedziałam się zatem jak rozpoznać swieżego szaparaga, z czym go jesc i jak przechowywać. Teraz będę już pamiętać, że najsmaczniejszy szparag musi wydawać specyficzny dźwięk kiedy pocieramy go o drugiego przedstawiciela gatunku. Co więcej polanie szparagów 60 gramami stopionego masła pozwala naszemu bohaterowi zachować wartosci odzywcze podczas pieczenia. I nie pytajcie mnie dlatego akurat taką iloscią, bo tez nie mam bladego pojęcia, skoro waga szparagów ma być dowolna.
Jak latwo sie domyslic 10 minut z tym uroczym warzywem (każdy odcinek "Galileo" sklada sie z kilku reportaży tej dlugosci) doprowadził mnie do zadania sobie fundamentalnego pytania: Na Boga, dlaczego ja to oglądam? Z pewnoscią nie założę plantacji szparagów, a więc tajniki jego uprawy na nic mi się nie przydadzą. A skoro tak do kogo do kogo skierowany jest ten program i na czym polega jego fenomen?
Otóż dla niewtajemniczonych, program "Galileo" to program popularnonaukowy, nadawany na antenie telewizji tv4 od 2007 roku. Jest realizowany z użyciem materiałów swego niemieckiego pierwowzoru, emitowanego przez stację ProSiebien (http://www.prosieben.de/) w 1999 roku. Podczas ok.45 minut (1h z reklamami) widz poznaje kulisy produkcji przedmiotów codziennego użytku, przyczyny rozmaitych zjawisk oraz ciekawostki ze swiata. Czyli ogólnie rzecz biorąc może zglebic mechanizm powstawania grzmotu, zwiedzić fabrykę opon albo dowiedzieć się czy da się podrobić batona snickers
Oczywiscie z wlasnego doswiadczenia wiem, ze te informacje zapomina się tak szybko jak je przyswaja. Choc nie zmienia to faktu, ze ma się wrażenie, iż po tym programie zyskuje się jakąs wiedze. Niewazne ze dotyczy ona domowej produkcji żelków, grunt ze zaspokaja dziecięce pragnienie poznawania swiata. Bo z tym wlasnie kojarzą mi się poruszane tam kwestie, w rodzaju "Dlaczego cytryna jest żólta?".
Niemniej jednak programy popularnonaukowe (a w tym "Galileo") postrzegane są jako polaczenie rozrywki z nauką. Trudno temu zaprzeczyc, gdyz zlebiana tam problematyka jest skwapliwie są udokumentowana. Fakt, ze ta lekcja prawdopodobnie na nic sie nie przyda, wcale nie zmniejsza przyjemnosci z oglądania;) Dlatego zachęcam do poprawiania sobie humoru w kazda sobote i niedziele, o godz. 19, na stacji tv4=)
W dzisiejszym odcinku dowiedziałam się zatem jak rozpoznać swieżego szaparaga, z czym go jesc i jak przechowywać. Teraz będę już pamiętać, że najsmaczniejszy szparag musi wydawać specyficzny dźwięk kiedy pocieramy go o drugiego przedstawiciela gatunku. Co więcej polanie szparagów 60 gramami stopionego masła pozwala naszemu bohaterowi zachować wartosci odzywcze podczas pieczenia. I nie pytajcie mnie dlatego akurat taką iloscią, bo tez nie mam bladego pojęcia, skoro waga szparagów ma być dowolna.
Jak latwo sie domyslic 10 minut z tym uroczym warzywem (każdy odcinek "Galileo" sklada sie z kilku reportaży tej dlugosci) doprowadził mnie do zadania sobie fundamentalnego pytania: Na Boga, dlaczego ja to oglądam? Z pewnoscią nie założę plantacji szparagów, a więc tajniki jego uprawy na nic mi się nie przydadzą. A skoro tak do kogo do kogo skierowany jest ten program i na czym polega jego fenomen?
Otóż dla niewtajemniczonych, program "Galileo" to program popularnonaukowy, nadawany na antenie telewizji tv4 od 2007 roku. Jest realizowany z użyciem materiałów swego niemieckiego pierwowzoru, emitowanego przez stację ProSiebien (http://www.prosieben.de/) w 1999 roku. Podczas ok.45 minut (1h z reklamami) widz poznaje kulisy produkcji przedmiotów codziennego użytku, przyczyny rozmaitych zjawisk oraz ciekawostki ze swiata. Czyli ogólnie rzecz biorąc może zglebic mechanizm powstawania grzmotu, zwiedzić fabrykę opon albo dowiedzieć się czy da się podrobić batona snickers
Oczywiscie z wlasnego doswiadczenia wiem, ze te informacje zapomina się tak szybko jak je przyswaja. Choc nie zmienia to faktu, ze ma się wrażenie, iż po tym programie zyskuje się jakąs wiedze. Niewazne ze dotyczy ona domowej produkcji żelków, grunt ze zaspokaja dziecięce pragnienie poznawania swiata. Bo z tym wlasnie kojarzą mi się poruszane tam kwestie, w rodzaju "Dlaczego cytryna jest żólta?".
Niemniej jednak programy popularnonaukowe (a w tym "Galileo") postrzegane są jako polaczenie rozrywki z nauką. Trudno temu zaprzeczyc, gdyz zlebiana tam problematyka jest skwapliwie są udokumentowana. Fakt, ze ta lekcja prawdopodobnie na nic sie nie przyda, wcale nie zmniejsza przyjemnosci z oglądania;) Dlatego zachęcam do poprawiania sobie humoru w kazda sobote i niedziele, o godz. 19, na stacji tv4=)
wtorek, 16 marca 2010
Teledysk czy reklama - kwestia postrzegania
Słyszeliście kiedyś nazwisko Michał Pruszkowski? Ja też nie, chociaż podejrzewam, że gdybym posiadała konto na last.fm mogłabym powiedzieć coś więcej na jego temat;P Ponieważ jednak i tak jest mnie już w internecie za dużo i nie planuje dołączyć do grona jego członków, odsyłam do Norberta tudzież innych blogujących, a tymczasem przejdźmy do sedna sprawy.
Otóż wspomnianego Michała Pruszkowskiego poznałam - rzecz jasna - za sprawą telewizji. A dokładanie reklamy biura podróży TUI, którą być może część z was oglądało. Muszę przyznać, że ten 30 - sekundowy spot nastraja bardzo optymistyczne. Naprawdę trudno wyłączyć telewizor, kiedy słychać piosenkę, jaka mu towarzyszy. Po kilku dniach od momentu kiedy po raz pierwszy się z nią zetknęłam, prześladowała mnie myśl, co to za melodia - byłam przekonana, że wyciągnięto ją lamusa;)
Tymczasem jakież było moje zdziwienie, gdy po odwiedzeniu niezawodnego youtube'a, dowiedziałam się, że piosenka ta została napisana specjalnie do reklamy. I to właśnie przez wspomnianego Michała Pruszkowskiego (Zresztą to nie jedyny spot, do którego skomponował muzykę).
Zastanawiacie się dlaczego o tym piszę? Odpowiedź jest prosta. Doszłam do wniosku, że autor reklamy jest geniuszem. Reklama TUI ma już na youtube ponad 30 000 wyświetleń, a zafascynowani piosenką Pruszkowskiego widzowie domagają się wydania jej na płycie.
Czy to nie fantastyczny pomysł - uzupełnić reklamę chwytliwym utworem? I to nie takim, który jest już znany, lecz zupełnie nowym, którego nigdzie indziej nie można usłyszeć?
Nieszczęsny widz nie tylko nie wyłączy telewizora w czasie reklamy, ale co gorsza - będzie ją oglądać on-line. W jaki bowiem inny sposób mógłby posłuchać swojej ukochanej melodii?
Poniżej link do wspomnianej reklamy, oraz do reklamy Kropli Beskidu, z którą sytuacja ma się podobnie. Milego "sluchania"!;))
Otóż wspomnianego Michała Pruszkowskiego poznałam - rzecz jasna - za sprawą telewizji. A dokładanie reklamy biura podróży TUI, którą być może część z was oglądało. Muszę przyznać, że ten 30 - sekundowy spot nastraja bardzo optymistyczne. Naprawdę trudno wyłączyć telewizor, kiedy słychać piosenkę, jaka mu towarzyszy. Po kilku dniach od momentu kiedy po raz pierwszy się z nią zetknęłam, prześladowała mnie myśl, co to za melodia - byłam przekonana, że wyciągnięto ją lamusa;)
Tymczasem jakież było moje zdziwienie, gdy po odwiedzeniu niezawodnego youtube'a, dowiedziałam się, że piosenka ta została napisana specjalnie do reklamy. I to właśnie przez wspomnianego Michała Pruszkowskiego (Zresztą to nie jedyny spot, do którego skomponował muzykę).
Zastanawiacie się dlaczego o tym piszę? Odpowiedź jest prosta. Doszłam do wniosku, że autor reklamy jest geniuszem. Reklama TUI ma już na youtube ponad 30 000 wyświetleń, a zafascynowani piosenką Pruszkowskiego widzowie domagają się wydania jej na płycie.
Czy to nie fantastyczny pomysł - uzupełnić reklamę chwytliwym utworem? I to nie takim, który jest już znany, lecz zupełnie nowym, którego nigdzie indziej nie można usłyszeć?
Nieszczęsny widz nie tylko nie wyłączy telewizora w czasie reklamy, ale co gorsza - będzie ją oglądać on-line. W jaki bowiem inny sposób mógłby posłuchać swojej ukochanej melodii?
Poniżej link do wspomnianej reklamy, oraz do reklamy Kropli Beskidu, z którą sytuacja ma się podobnie. Milego "sluchania"!;))
niedziela, 14 marca 2010
Moje 5 minut
Dziś wieczorem, podczas przygotowywania kolacji, rozmyślałam o moim najnowszym odkryciu telewizyjnym. Pisząc "najnowszym" mam wprawdzie na myśli "sprzed kilku tygodni", ale jak wiadomo czas jest pojęciem względnym, zatem nie bądźmy zbyt drobiazgowi.
Wspomniana refleksja naszła mnie podczas ścierania żółtego sera na tosty, gdyż program o którym mowa, trwa dokładnie tyle, ile przygotowanie tej, jakże zdrowej potrawy. 5 minut czystej przyjemności (bez reklam 3,5) - właśnie tyle czasu moja kolacja spędza w mikrofalówce. Minimum czasu, maksimum treści - czy tak właśnie będzie wyglądać telewizja za kilka lat? Biorąc pod uwagę fakt, że mamy coraz mniej czasu na jej oglądanie, taka sytuacja wydaje się bardzo prawdopodobna. Przykucie uwagi widza na kilka minut jest przecież zdecydowanie łatwiejsze, niż utrzymanie tego stanu przez pełną godzinę. Stąd też wnioskuję, że w przyszłości, telewizyjna ramówka będzie zbiorem kilkuminutowych programów, wplecionych w gęstą sieć reklam. Niewykluczone zaś, że proporcje pomiędzy nimi, będą się miały właśnie, jak 3,5: 1,5.
MAT.MA, zobacz jakie to proste to seria filmów edukacyjnych mających pomóc nieszczęsnym maturzystom w zdaniu egzaminu. Program obejmuje 75 odcinków, mini-lekcji, emitowanych codziennie, na antenie telewizji Tv4. W przystępny sposób wyjaśnia on rozmaite zagadnienia za pomocą generowanych komputerowo animacji, a wszystko rozgrywa się w abstrakcyjnej, białej przestrzeni, gdzie umieszczona jest "nauczycielka".
I tutaj rodzi się pytanie: dlaczego tego typu program jest emitowany właśnie w telewizji prywatnej? Czy projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej nie powinien być realizowany w telewizji publicznej? Szukając odpowiedzi na to pytanie, trafiłam na stronę http://www.interklasa.pl/ (gdzie codziennie można także oglądać wspomniany program). Tam dowiedziałam się, że aby przeprowadzić akcję w telewizji publicznej budżet musiałby być wyższy ok. 26 razy (!). Oczywiście wśród czynników, które zadecydowały o wyborze Tv4 wymienia się także inne - m.in. fakt, że jest łatwo dostępna oraz ogląda ją wielu młodych ludzi. Niemniej jednak, czy to nie paradoks? Akcja edukacyjna w telewizji prywatnej? Czy to nie telewizja publiczna ma nieść "misję", i czy to nie do niej należy zadanie emitowania takich programów? Pytanie to pozostawiam otwarte i zachętam do własnych refeksji na ten temat;)
Tymczasem pragnę powrócić do wątku telewizji przyszłości, telewizji jutra, pojutrza i popojutrza:p Muszę bowiem przyznać, że choć MAT.MA to program skierowany do maturzystów i jako humanistce teoretycznie winien mnie nużyć, ilekroć trafię na jego emisję, nie potrafię zmusić się do wyłączenia telewizora! Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, sądziłam, że to reklama, a mimo to, nie przełączyłam programu - może wciągnął mnie strumień?;)Jeśli jednak faktycznie tak się stało, w grunice rzeczy prowadzi mnie to do przerażającego wniosku: Oglądam telewizję bezmyślnie i to za każdym razem! Nie włączam przecież odbiornika punktualnie o 18.55 by obejrzeć wspomniany program - trafiam na MAT.MĘ przypadkowo, więc w zasadzie przez te 5 minut równie dobrze mogłabym oglądać cokolwiek innego.
Z drugiej jednak strony, zdradzę wam pewną tajemnicę. Kiedy poświęcam te 5 minut swojego życia telewizji, nie mam absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie, odnoszę wrażenie, jakbym robiła coś pożytecznego. Tylko potem przypominam sobie, że średnią prędkość nauczyłam się obliczać jakieś 10 lat temu.
Wspomniana refleksja naszła mnie podczas ścierania żółtego sera na tosty, gdyż program o którym mowa, trwa dokładnie tyle, ile przygotowanie tej, jakże zdrowej potrawy. 5 minut czystej przyjemności (bez reklam 3,5) - właśnie tyle czasu moja kolacja spędza w mikrofalówce. Minimum czasu, maksimum treści - czy tak właśnie będzie wyglądać telewizja za kilka lat? Biorąc pod uwagę fakt, że mamy coraz mniej czasu na jej oglądanie, taka sytuacja wydaje się bardzo prawdopodobna. Przykucie uwagi widza na kilka minut jest przecież zdecydowanie łatwiejsze, niż utrzymanie tego stanu przez pełną godzinę. Stąd też wnioskuję, że w przyszłości, telewizyjna ramówka będzie zbiorem kilkuminutowych programów, wplecionych w gęstą sieć reklam. Niewykluczone zaś, że proporcje pomiędzy nimi, będą się miały właśnie, jak 3,5: 1,5.
MAT.MA, zobacz jakie to proste to seria filmów edukacyjnych mających pomóc nieszczęsnym maturzystom w zdaniu egzaminu. Program obejmuje 75 odcinków, mini-lekcji, emitowanych codziennie, na antenie telewizji Tv4. W przystępny sposób wyjaśnia on rozmaite zagadnienia za pomocą generowanych komputerowo animacji, a wszystko rozgrywa się w abstrakcyjnej, białej przestrzeni, gdzie umieszczona jest "nauczycielka".
I tutaj rodzi się pytanie: dlaczego tego typu program jest emitowany właśnie w telewizji prywatnej? Czy projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej nie powinien być realizowany w telewizji publicznej? Szukając odpowiedzi na to pytanie, trafiłam na stronę http://www.interklasa.pl/ (gdzie codziennie można także oglądać wspomniany program). Tam dowiedziałam się, że aby przeprowadzić akcję w telewizji publicznej budżet musiałby być wyższy ok. 26 razy (!). Oczywiście wśród czynników, które zadecydowały o wyborze Tv4 wymienia się także inne - m.in. fakt, że jest łatwo dostępna oraz ogląda ją wielu młodych ludzi. Niemniej jednak, czy to nie paradoks? Akcja edukacyjna w telewizji prywatnej? Czy to nie telewizja publiczna ma nieść "misję", i czy to nie do niej należy zadanie emitowania takich programów? Pytanie to pozostawiam otwarte i zachętam do własnych refeksji na ten temat;)
Tymczasem pragnę powrócić do wątku telewizji przyszłości, telewizji jutra, pojutrza i popojutrza:p Muszę bowiem przyznać, że choć MAT.MA to program skierowany do maturzystów i jako humanistce teoretycznie winien mnie nużyć, ilekroć trafię na jego emisję, nie potrafię zmusić się do wyłączenia telewizora! Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, sądziłam, że to reklama, a mimo to, nie przełączyłam programu - może wciągnął mnie strumień?;)Jeśli jednak faktycznie tak się stało, w grunice rzeczy prowadzi mnie to do przerażającego wniosku: Oglądam telewizję bezmyślnie i to za każdym razem! Nie włączam przecież odbiornika punktualnie o 18.55 by obejrzeć wspomniany program - trafiam na MAT.MĘ przypadkowo, więc w zasadzie przez te 5 minut równie dobrze mogłabym oglądać cokolwiek innego.
Z drugiej jednak strony, zdradzę wam pewną tajemnicę. Kiedy poświęcam te 5 minut swojego życia telewizji, nie mam absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie, odnoszę wrażenie, jakbym robiła coś pożytecznego. Tylko potem przypominam sobie, że średnią prędkość nauczyłam się obliczać jakieś 10 lat temu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)